O nie, co się stało?!

W przedostatnim wpisie ubolewałam nad tym, że obcięłam sobie włosy – zupełnie niepotrzebnie. Krótsze są jednak ładne, dobrze w nich się czuję i wydaje mi się, że zostanę przy nich na dłużej. Poza tym fajnie jest wprowadzać takie drobne urozmaicenie wśród ludzi, kiedy większość dziewcząt i kobiet decyduje się włosy zapuszczać. Tak, czasami lubię zrobić coś na przekór temu, co jest powszechnie uważane za trendy. 

W zasadzie to ostatnio zrobiłam się trochę taka zadziorna – ale czuję się z tym wspaniale. I nie, nie chodzi mi o to, że prowokuję ludzi i później mam przez to kłopoty. Moja zadziorność polega na tym, że żyję sobie po swojemu i jakoś szczególnie nie zwracam uwagi na to, co pomyślą o tym inni – większość i tak ma to w nosie. Chcę sobie pośpiewać – to śpiewam. Chcę się pośmiać – to się śmieję. Aż się wzruszam na myśl o tym, jak bardzo się tym wszystkim już nie przejmuję. No, prawie wszystkim.

Morał jest z tego taki: cuda się zdarzają i ludzie naprawdę potrafią się zmienić – Alleluja!

Kobiecość

Kilka tygodni temu dokonałam pewnego postanowienia, które na zawsze miało zmienić moje życie. Powiedziałam sobie: „Agato! Czy nie masz już dość tej monotonii? Czy nie korci Cię spróbować czegoś nowego? Czy naprawdę chcesz pozostać przy tym, co od wielu lat jest Ci tak znajome? Nie! Nie chcesz! Ty chcesz zmian! Nowości! Esksperymentów!” - i właśnie w taki sposób postanowiłam zapuścić włosy aż do pasa. Jeszcze nigdy nie miałam ich aż tak długich i chciałam zobaczyć, jak będą się układały, czy będę w nich dobrze wyglądać, itp. Poza tym nie będę ukrywać, że po cichu zawsze marzyłam o posiadaniu pięknych i długich włosów, przecież one dodają kobiecości. 

Umyłam dzisiaj głowę. Wysuszyłam sięgające łopatek włosy (nie pamiętam, kiedy po raz ostatni były one tak długie). Spojrzałam w lustro…

No i po kilkunastu minutach znowu miałam krótkie włoski. Wzięłam nożyczki, zrobiłam „ciach ciach” i teraz mam tak zwaną fryzurę do ramion.

Chyba jednak troszkę przesadziłam z tym podcinaniem…

Ach, kobiety…



Dlaczego ludzie…?

La, la, la

Dlaczego ludzie nie poznają samych siebie? Dlaczego ludzie uciekają od bycia sobą? Dlaczego ludzie boją się być sobą? Dlaczego ludzie siebie nie lubią? Dlaczego ludzie tak uparcie widzą tylko to, co złe? Dlaczego ludzie skupiają się na swoich słabościach? Dlaczego ludzie wymyślają sobie wady? Dlaczego ludzie obwiniają siebie za niepowodzenia?

Dlaczego? Przecież fajnie jest być po prostu sobą i żyć sobie tak po swojemu i wbrew wszystkiemu.

La, la, la

A wiecie, lubię sobie tak pośpiewać pod nosem. Kto by się tam przejmował, że niezbyt mi to wychodzi.

La, la, la

„Darling, I’m flying…”

Uwielbiam koniec lata za ten spokój i ujmującą nostalgię, którą ze sobą niesie. Jest w tym coś prawdziwie magicznego.

Tego wieczoru postanowiłam uciec myślami gdzieś daleko. Zamknęłam się na caluśki wieczór w swoim pokoju i bezczelnie rozkoszuję się tą chwilą spędzoną jedynie w moim własnym towarzystwie. Kocham ten stan, cudowne sam na sam - chciałoby się zanucić pod nosem, więc nucę, a co. Bo widzicie… Prawda jest taka, że czasem odczuwam mocną potrzebę odcięcia się od tego wszystkiego. Lubię i muszę sobie podumać. Pozastanawiać się. Porozmyślać. W samotności.

I dzisiaj sobie tak odleciałam… Przy herbacie, muzyce i włączonym łańcuchu lampek LED (dodaje fajnego klimatu, polecam). Uwielbiam takie wieczory, bo naprawdę mam wrażenie, że czas na chwilę staje w miejscu. Znikają wszelkie problemy i radości dnia codziennego, za to jestem sobie tylko ja i nikt/nic więcej. Bezwładnie zatracam się sama w sobie. I wiecie co? W takich momentach czuję się naprawdę spokojna. Może nawet w pewien sposób szczęśliwa.

Jest nawet pewna piosenka, która doskonale oddaje to, jak właśnie się czuję. Wstawiam ją niżej. I idę się dalej zatracać, póki mogę.

Nowy początek

Odrobinka egoizmu to jeszcze nie grzech ani przejaw narcyzmu czy samolubstwa. Powiedziałabym raczej, że to akt miłości do samego siebie (w tym momencie chciałabym podkreślić, że cały czas mowa o odrobince egoizmu – nie całym jego mnóstwie). Skoro kochając drugą osobę troszczymy się o jej dobro i szczęście, analogicznie w ten sam sposób powinniśmy dbać także o siebie. Mi się zamarzyło mieć własny kącik w Internecie, gdzie mogłabym sobie od czasu do czasu coś napisać. Taki mój, najmojszy – więc założyłam bloga.

Jeśli ktoś przypadkiem tutaj zawita, zapraszam do dalszego czytania. Nie zniechęcajcie się zbyt szybko, wbrew pozorom naprawdę daleko mi do egoistycznych postaw.

~ Agata